Napisano 03 październik 2005 21:03
Nie ma tak dobrze... czasem trzeba zebrać dane z trzech lub czterech książek - nieraz po kilka zdań, szukać efemerycznych wydawnictw w nakładzie 100 egz., wspomnień kombatantów itd... i jeszcze to wszytko połączyć w kupę i poukładać...
Wydarzenia z zagadki miały miejsce w 1915 roku pod Osowcem. Jak wiadomo, Niemcy trzykrotnie szturmowali osowiecką twierdzę - za każdym razem bezskutecznie - takie małe rosyjskie Verdun. Po pierwszym szturmie (19 - 29.09.1914) przekonano się, że bez ciężkiej artylerii nie ma szans na zdobycie nadbiebrzańskich fortów. Po wielkiej Bitwie Zimowej (7 - 22.02.1915) wojska niemieckie znów wyszły na dalekie przedpola twierdzy. Właśnie tu 10.02 dotarły pobite rosyjskie pułki 57 Rezerwowej Dywizji Piechoty i 48 Doński Pułk Kozaków - te same zresztą, które walczyły przez dwa dni pod Piszem i Snopkami (gdzie 7-8 lutego straciły ok. 50% swych stanów). 57 Rez. DP obsadziła, rozbudowane wcześniej na północnym brzegu Biebrzy, dwie wysunięte pozycje polowe - tzw. Białszewską i Sośnieską. Ciężkie walki o Pozycję Białszewską trwały od 17 do 22.02.1915 roku. Po jej zajęciu Niemcy rozwinęli artylerię oblężniczą w pasie Klimaszewnica - Ciemnoszyje. Ostrzał rozpoczęto 24.02.1915. W dniu 27.02.1915 roku ostrzał twierdzy rozpoczęły najcięższe haubice niemieckie - tzw. "Grube Berty" kalibru 420 mm. Przywieziono je pod Osowiec w stanie rozmontowanym, na platformach kolejowych (każda haubica potrzebowała dziesięciu platform!). "Gruba Berta" ważyła 150 ton, miała lufę długości blisko 7 metrów, wysokość na stałej podstawie ok. 4 metrów., zasięg ognia wynosił ok. 14 km. Strzelała gigantycznymi pociskami wielkości dorosłego człowieka (i to niezłego grubasa!). Obie najcięższe haubice stanowiły baterię "GOLF". Łącznie użyto 84 ciężkich dział kalibrów 100, 150, 211, 280, 305 i 420 mm. Co ciekawe (dla uczniów i absolwentów LO Pisz) całą niemiecką artylerią pod Osowcem dowodził pułkownik Neumann ;)
Morderczy ostrzał rosyjskich pozycji spowodował liczne straty. Niemcy zniszczyli 20 kazamat fortecznych, dwa pancerne stanowiska obserwacyjne, 16 dział, trzy stanowiska artylerii, 54 budynki, 7 mostów, napowietrzną sieć łączności, liczne wały i okopy w fortach, 18 kazamat uszkodzono. Sztaby 10 i 12 armii rosyjskich, trzymających front narwiańsko-biebrzański, wpadły w panikę i poprzez łączników błagały komendata twierdzy o jeszcze 48 godzin walki. Organizowano już nawet odsiecz. Sytuacja nie była jednak jeszcze aż tak tragiczna. Żaden z fortów nie został poważniej uszkodzony, nie wyelimnowano z walki najcięższej artylerii fortecznej, a piechota rozlokowana na wysuniętych pozycjach polowych pod Sośnią nie poniosła większych strat (bo niemiecki ostrzał koncentrował się na południowym brzegu Biebrzy). Niemcy popełniali też inny błąd - z braku dostatecznych ilości amunicji prowadzili ogień tylko w dzień, a nocą Rosjanie mieli czas na prowizoryczne usunięcie uszkodzeń i luk w obronie. Ostrzał jednak trwał...
Pogarszającą się sytuację, niczym fikcyjny Kmicic i "kolubryna" pod Częstochową, uratował rosyjski lotnik. Twierdza Osowiec była obficie uzbrojona nie tylko w artylerię i broń maszynową, ale także przydzielono tu 4 balony obserwacyjne i 6 samolotów rozpoznawczych! Na jednym z nich sztabskapitan Michał Bohatyrew dokonywał 28 lutego rozpoznania stanowisk niemieckiej artylerii. W widłach szosy i torów kolejowych na południe od wsi Ruda wypatrzył wspomnianą baterię "GOLF". Bezcenne dane przekazał dowództwu twierdzy. Większość rosyjskiej artylerii fortecznej nie była jednak w stanie dosięgnąć stanowisk baterii "GOLF". Rosjanie byli jednak przezorni. Po pierwszym szturmie w 1914, sprowadzili zimą do Osowca dwudziałową baterię dalekonośnych armat morskich 150 mm "Canet" z Twierdzy Kronsztad (k. Petersburga). Następnego dnia rano ta właśnie bateria otworzyła ogień na niemieckie "Grube Berty". Po kilku salwach Rosjanie wstrzelili się w cel. Pociski nakryły stanowiska i schrony, trafiono także w polowy skład amunicji. O dalszym prowadzeniu ognia z "GOLF"-a nie mogło być mowy. Przestraszone dowództwo niemieckie zadecydowało o rozmontowaniu i odesłaniu na tyły cennych dział - wszak cała armia posiadała tylko 30 "Grubych Bert". Tak oto, dzięki wynalazkowi braci Wright, "Grube Berty" zakończyły swą trzydniową "karierę" na Podlasiu. Dzięki owocnej pracy rosyjskich lotników, artyleria forteczna Osowca zniszczyła także kilka niemieckich baterii mniejszych kalibrów.
Od 1 do 6.03.1915 roku próbowano jeszcze zdobyć Pozycję Sośnieską, ale kolejne szturmy piechoty załamywały się w celnym rosyjskim ogniu. Dowódca 11 Dyw. Landwehr'y, która prowadziła szturm twierdzy, w dniu 7.03 otrzymał rozkaz przerwania ataków i odesłania artylerii większej niż 210 mm. Pod twierdzą pozostało ok. 20 batalionów piechoty. Pilot Michał Bohatyrew nie domyślał się nawet, że niechcący przyczynił się do zmiany koncepcji szturmu - i użyciu przeciw twierdzy nowej śmiertelnej broni...
Od początku wojny Niemcy "eksperymentowali" z różnymi artyleryskimi pociskami chemicznymi. Pierwsze dwa ataki nie przyniosły jednak większych efektów - dwuanizyna czy bromek ksylilu (użyty pod łowickim Bolimowem) nie były silnymi substancjami trującymi. Pierwszy atak z "pradziwego zdarzenia" miał miejsce 22 kwietnia 1915 roku koło belgiskiej miejscowości Langemark (do historii przeszła nazwa pobliskiego miasta Ypres). Niemcy użyli lotnego chloru zabijając 5000 żołnierzy francuskich i angielskich, dalsze 10000 eliminując na długi czas z walki! Znakomitą "skuteczność" nowej broni postanowiono wykorzystać przeciw niezdobytej Twierdzy Osowiec.
Trzeci szturm twierdzy przygotowano znacznie staranniej. Aby przeciwdziałać "dokuczliwemu" rozpoznaniu lotniczemu, Niemcy ściągnęli armaty przeciwlotnicze Rheinmetall wz. 1912 kalibru 77 mm (na podwoziu ciężarówki) oraz lawety plot. dla broni maszynowej. Kluczowa miała być jednak nowa broń - kilka tysięcy butli napełnionych chlorem. Przez dłuższy czas czekano na odpowiedni wiatr. Wreszcie 6 sierpnia 1915 roku wiatr zmienił kierunek wprost na twierdzę i pozycje rosyjskie pod Sośnią. Wzłuż całego frontu pod Osowcem odkręcono zawory butli z chlorem. Około 100 ton chloru utworzyło śmiercionośną białą chmurę szerokości kilku kilometrów i wysokości do 15 metrów od ziemi. Chmura dotarła z wiatrem do okopów rosyjskich. W zabójczych oparach w ciągu kilku minut zginęło około 1000 żołnierzy obsadzających Pozycję Sośnieńską. Równocześnie do ataku przystąpili żołnierze niemieccy zaopatrzeni w maski przeciwgazowe. Zdobyto pozycję pod Sośnią i przystąpiono do ataku na Fort II (tzw. "zarzeczny"). Słowianie okazali się jednak wyjątkowo odporni. Chmura gazu rozwiała się wkrótce, a forteczna artyleria dosłownie zmiotła niemieckich żołnierzy z przedpola. Rosjanie przystąpili do kontrataków i po siedmiu godzinach walk odzyskali Pozycję Sośnieską. Tak rozpoczął się trzeci - ostatni szturm twierdzy...
Niestety, mimo pomyślnego rozwoju sytuacji pod Osowcem, 22 września 1915 roku Niemcom udało się sforsować Narew pod Strękową Górą (Wizna). Dowództwo rosyjskie, nauczone doświadczeniami pierwszego roku wojny, zdecydowało się na ewakuację okrążanej twierdzy. Załoga ewakuowała się szosą godzieńską, a dzień później pododziały saperów wysadziły w powietrze najważniejsze budowle forteczne. Niemcy weszli do opuszczonego Osowca 25 sierpnia 1915 roku. Trudno więc powiedzieć, że "zdobyli" niepokorną twierdzę...
Tyle opowiadań lotniczo-gazowych z nadbiebrzańskich trzcin, mchu i paproci...