Na innym forum poruszono wątek wojny 1806/1807 i wydrzeń związanych z "naszymi" okolicami. Wrzucę więc go i tu - być może uda się jeszcze sporo uzupełnić.
Działania wojenne na terenie wschodnich Mazur jednym z ostatnich etapów wojny francusko-pruskiej 1806/1807. Podobnie jak Pomorze i Prusy Wschodnie były ostatnim "bastionem" pobitego "blitzkriegiem" pod Jeną i Auerstadt dumnego Królestwa Prus. Jak to pięknie podsumował niemiecki poeta Heine - "Napoleon dmuchnął na Prusy - i one przestały istnieć".
Oprócz dobrze znanych działań z lutego i czerwca (głównie na Warmii i okolicach) - zakończonych bitwami pod Iławą Pruską, nieudaną wiosenną kontrofensywą Bennigsena i wreszcie Ignalinem i Frydlandem, wyszperałem trochę "mazurików" - znacznie mniej znanych epizodów tej wojny.
Pierwszym zwiastunem wojny na Mazurach była paniczna ucieczka pruskiej arystokracji na wschód. Po zajęciu przez Francuzów Berlina - w październiku i listopadzie 1806 roku właśnie w Szczytnie schroniła się pruska rodzinna królewska. Gdy Francuzi zajęli Warszawę - rodzinka Wilusia Fryca III dała drapaka do Kłajpedy.
Tymczasem od wschodu przybywali na Mazury sojusznicy Prus - armia rosyjska (70000 żołnierzy) pod dowództwem gen. Bennigsena. W grudniu 1806 Giżycko, Węgorzewo i Pisz stały się miejscem koncentracji rosyjskich oddziałów sojuszniczych. W Giżycku zatrzymały się oddziały gen. Tettowa i Warnecka, w Piszu grupa gen. hr. Osterman-Tołstoja. Pruskie i rosyjskie formacje skierowały się następnie przez Szczytno w kierunku Warszawy. Sojusznikom nie udało się jednak pobić wojsk napoleońskich w bitwach pod Gołyminem i Pułtuskiem 26 grudnia 1806 roku i musieli cofnąć się na północ. M.in. w Piszu założono lazarety i skierowano tu rannych Rosjan i Prusaków.
Zima nie przerwała działań wojennych. W styczniu 1807 roku w Giżycku przebywał głównodowodzący siłami rosyjskimi gen. Bennigsen, a przez miasto przechodziły na zachód kolejne formacje rosyjskie - pewnego dnia nawet 6000 żołnierzy. W tym czasie urządzono w Giżycku piekarnie wojskowe oraz główne składy aprowizacyjne dla armii sojuszniczych.
Na początku stycznia 1807 roku Francuzi usiłowali złapać Rosjan w pułapkę - część ich sił operowała w rejonie Morąg - Ostróda wiążąc znaczne oddziały Bennigsena (o tym jest na stronce http://napoleon.gery...a/mohrungen.php ), a od drugiej strony nadciągał sam Napoleon, który 21 stycznia stanął ze swymi oddziałami w Wielbarku. Po połączeniu sił 2 lutego, z Wielbarka ruszyła na Olsztyn 70000 tysięczna armia napoleońska (w tym formacje polskie). Noc 2/3 lutego 1807 roku Napoleon spędził na plebanii w Pasymiu.
3 lutego Napoleon dotarł do Olsztyna, gdzie na rynku obserwował przez ponad godzinę przemarsz swoich wojsk. Mało kto wie, że rozegrała sie wówczas w Olsztynie scena rodem z "Dnia Szakala" z Napoleonem i pewnym Mazurem w roli głównej. XVIII-wieczne kroniki odnotowały: "Pruski strzelec Rydzewski, wdrapawszy sie na jeden dom, na dachu w rynnie stojąc już odciągał był kurek w swojej ostro nabitej fuzyi, wprost mierząc w cesarza, zdołano mu jednak przeszkodzić". Olsztyn zapłacił kontrybucję 2384 talarów - kwotę niezbyt wygórowaną.
Po wymknięciu się Rosjan na północ - 8 lutego 1807 roku doszło wreszcie pod Iławą Pruską do największej rzezi ze wszystkich dotychczasowych bitew napoleońskich. Ale co tam 40 tysięcy zabitych i rannych, gdy szalony Kozietulski jak zwykle szarżował w awangardzie... Tak na prawdę Napoleon bitwę przegrał, co nie dawało mu spokojnie spać na kwaterze 17/18 lutego w Górowie Iławeckim. Na dodatek na tyłach zimą 1807 roku rozpoczęły się starcia z pruskimi partyzantami, czasem po prostu odwet miejscowych za rabunki i rekwizycje. Najlepszym przykładem są chyba wypadki w Pietrzwałdzie.
Nie próżnowały też oddziały rosyjskie pozostawione w rejonie Wielkich Jezior. W lutym i marcu Rosjanie dokonali kilku udanych wypadów z rejonu Pisza. Uderzono wówczas na francuskie garnizony i posterunki w Wielbarku i Szczytnie, uwalniając nawet jeńców. Pod Ostrołęką stoczono krwawą bitwę by powstrzymać rosyjskie natarcie od wschodu (więcej http://napoleon.gery...owelata/ost.php ).
W efekcie tego wszystkiego Francuzi musieli się wycofać większość sił z wrogiego terytorium by w spokoju uzupełnić straty i zaopatrzenie. Na "linii frontu" nad Pasłęką pozostawiono wysunięty korpus marsz. Neya. Napoleon odbił sobie strategiczną porażkę sukcesami na Pomorzu Gdańskim. Polskie formacje blokowały m.in. twierdze w Grudziądzu i Gdańsku (aż do ich kapitulacji) oraz zdobyły Tczew. Armia prusko-rosyjska "zimowała" pod Lidzbarkiem. W Bartoszycach odbywały się rokowania pokojowe - co ciekawe zarówno Napoleon (poufnie) jak i Car Alex (oficjalnie) kusili poobijanych Prusaków tym samym - utrzymainiem ziem polskich (tj. Prus Nowowschodnich i Południowych) w zamian za sojusz. Prusacy samobójczo wybrali ofertę Cara.
W rejon "niepokornych" Prus Napoleon skierował dywizję gen. Zajączka z zadaniem działań dywersyjnych w południowej części Mazur - przeciwko rosyjskiej grupie gen. Płatowa. Zajączek wyruszył 16 marca z pułkami Legii Kaliskiej i Warszawskiej w sile 3650 żołnierzy piechoty oraz 1270 kawalerzystów. Polskie oddziały zajęły rejon Nidzicy i Wielbarka oraz wysunęły posterunki na północ od tych miejscowości.
W nocy 19 marca 1807 roku doszło do pierwszej potyczki w Pasymiu. Kozacy Płatowa uderzyli z zaskoczenia na polski oddział rozpoznawczy w sile 100 piechoty i 100 kawalerzystów. Tylko 30 polskich żołnierzy ocalało z pogromu. Rosjanie ruszyli na Nidzicę, jednak po starciu w rejonie Zimnej Wody oddział płk. Godebskiego odrzucił Rosjan za Omulew w rejon miejscowości Jedwabne. Opłacono to stratą kolejnych 200 ludzi.
Kolejne większe starcie miało miejsce 25 marca 1807 roku pod Małgą. Pułki rosyjskie gen. Stawajskiego i Płatowa wspólnym uderzeniem rozbiły 1 Pułk Kawalerii Narodowej i część 8 Pułku Piechoty, biorąc do niewoli dowódcę kawalerii - płk. Stokowskiego. Ocalała polska kompania z kpt. Strabińskim obsadziła młyn nad rzeką Omulew i utrzymała sie do czasu nadejścia polskiej brygady gen. Fiszera. Kontratak polski odrzucił rosyjskie pułki aż za Pasym.
3 maja 1807 roku brygada gen. Fiszera wykonała kolejny wypad w rejon Pasymia - w ten sposób uczczono rocznicę Konstytucji 3 Maja :) Do czerwca dywizja gen. Zajączka rozrosła się do 8000 żołnierzy. Pozostałe polskie oddziały pod gen. Dąbrowskim zostały włączone w skład głównych sił Napoleona i przeszły szlak bojowy od Kwidzyna po Frydland.
Po zwycięskiej bitwie pod Frydlandem Napoleon skierował polskie pułki w rejon Wielkich Jezior. Grupy gen. Zajączka i gen. Dąbrowskiego (rannego pod Frydlandem) połączyły się 20 czerwca 1807 w Kętrzynie. W Giżycku miało miejsce niepozorne z pozoru zdarzenie, które przyspieszyło kapitulację koalicji prusko-rosyjskiej. 22 czerwca 1807 szwadron polskich ułanów dowodzony przez por. Mensch'a zajął Giżycko - i co najważniejsze pełne magazyny aprowizacyjne oraz piekarnię zaopatrującą wojska prusko-rosyjskie. Okazało się wówczas - jaką głupotą była niedawna likwidacja przez Prusaków bezpiecznej twierdzy magazynowej "Fort Lyck" na Czarcim Ostrowiu. Dzień później do Giżycka dotarły dwa polskie pułki piechoty z gen. Zajączkiem i gen. Dąbrowskim na czele. Zajączek stanął kwaterą w mieście, a Dąbrowski na zamku. Miasto musiało utrzymywać wojska polskie i zapłacić kontrubucję - wydając łącznie 20000 talarów. Przy "okazji" w Giżycku i okolicy wybuchła przywleczona epidemia. Część sił polskich (pułk jazdy) skierowano do Węgorzewa, a Pisz zajęli Francuzi. Wszędzie wybierano słone kontrybucje i rekwirowano niemal wszystko co tylko było przydatne do prowadzenia kolejnych wojen.
Prusy leżały na łopatkach - ale pozostawała jeszcze Rosja. Napoleon nakazał więc przegrupowanie polskich sił nad Niemien - z zadaniem rozpoczęcia działań na terytorium Rosji (celem miało być zajęcie Litwy). 25 czerwca 1807 do Gołdapi dotarły oddziały z dywizji gen. Dąbrowskiego (5000 żołnierzy), a w Ełku stanął polski 4 Pułk Piechoty. Niekóre pułki otrzymały już nawet rozkazy rozpoczęcia kolejnej ofensywy za Niemien i Bug, ale Francja, Rosja i Prusy podpisały w lipcu pokój w Tylży (zawarty w interesujących okolicznościach na tratwach na rzece Niemen. Polskie formacje rozlokowane w Kętrzynie, Giżycku, Węgorzewie, Gołdapi i Ełku pozostawały na Mazurach do końca lipca.
Kolejne "plagi wojenne", kontrybucje, rabunki i rekwirunki dotknęły Mazury w 1812 roku. Przez mazurskie miasta przeciągały na wschód nie kończące się kolumny Wielkiej Armii. Przez Giżycko przechodziło 60000 żołnierzy francuskich i włoskich (na zamku gościł nawet włoski wicekról Eugeniusz) oraz oddziały artylerii ze 120 działami. Przez Pisz przeciągały wojska francuskie i bawarskie - brylował nowy sojusznik Francji hr. Yorck z oddziałami pruskimi.
Gdy Napoleonowi powinęła się noga w starciu z "generałem Zimą", Prusy gładko zmieniły front. Rozpoczęła się wojna partyzancka z wycofującymi się z Rosji resztkami wojsk napoleońskich. Np. Giżycko kosztem 2000 talarów wyposażyło i wystawiło do walki 70 żołnierzy. Pierwsze pobite oddziały francuskie dotarły do Pisza 12 grudnia 1812 roku. W styczniu 1813 roku rozpoczęły się w okolicy napady na maruderów. W ślad za pościgowymi formacjami rosyjskimi 20 stycznia nadciągnął do Ełku sam Car "Wyzwoliciel" ze świtą.
Pisz został "wyzwolony" przez obersta Dawidowa z 3 pułkami kozaków 15 stycznia 1813 roku. 23 stycznia pojawiła się wieść o nadejściu samego Cara Aleksandra I - mieszczanie i władze miejskie wyszli całą milę pieszo aby bić pokłony. Car ze świtą nadjechał od strony Drygał - galopując po zamarznietym jeziorze Roś. Euforia sięgnęła zenitu - festiwal na cześć "oswobodziciela" trwał przez trzy dni do 26 stycznia. Nocą miasto jest specjalnie iluminowane, nie brakowało farejwerków. Car gościł w domu rzecznika Mischell. Na krótko przed odjazdem Cara przybył do Pisza jego brat - Wielki Książę Konstanty z oddziałem ciężkiej kwalerii. Kolejny postój i świętowanie "wyzwolenia" z Carem w roli głównej odbył się w Wielbarku.
Na pamiątkę tych wydarzeń Piszanie postawili swemu "wybawcy" pomnik na rynku - wysoki na 30 stóp z napisem "Heil dem Befreier Europens Alexander dem Grossen". Tu chichot historii - nieco ponad 100 lat później Rosjanie przyszli tu znowu - tym razem zostały po nich zgliszcza i ruiny - no i postać na pomniku przestała być "aktualna" - zastąpił go Bismarck :)
Na koniec ciekawostka. Po 1813 roku pozostał jeszcze ostatni punkt napoleońskiego "oporu" - wyspy na jeziorze Sunowo pod Ełkiem ;) Tamże - jak chce ludowa legenda - zamieszkał ukrywający się zakochany francuski żołnierz i miejscowa dziewczyna. Do dziś pozostała nazwa - "Francuskie Wyspy" (Franzosen Inseln) ewentualnie "Wyspy Miłości" (nie powiem już jakiej).
Heil dem Befreier Europens Alexander dem Grossen
Rozpoczęte przez Prusak, 30 sie 2006 09:44
12 odpowiedzi w tym temacie
#1
Napisano 14 październik 2005 16:20
#2
Napisano 14 październik 2005 17:02
:D Lubie twoj styl pisania - przyswajalnosc textu ogromna. Szkoda ze tak rzadko :( . Mam nadzieje ze tam bedziesz aktywniejszy :) i w sumie za dwoch lub trzech ;).
gorace pozdrowienia z coraz bardziej chlodnych mazur ;).
gorace pozdrowienia z coraz bardziej chlodnych mazur ;).
#3
Napisano 14 październik 2005 22:58
Do ostatniego akapitu: Jest na jeziorze Niegocin (Giżycko) Kępa Gajewska potocznie zwana Wyspą Miłości lub Francuzką; Może to też jakieś pokłosie marszu lub... odwrotu spod Borodino?
#4
Napisano 14 październik 2005 23:17
Ooo, tego nie słyszałem. Trzeba sprawdzić, skąd to się wzięło pod Giżyckiem. Jest jeszcze jedna "Wyspa Miłości" - lub raczej "Wyspa Zakochanych" (Verlobung Insel) - całkiem blisko, bo na Jeziorze Orzysz (na przesmyku koło WDW). Ta jednak nie ma "francuskich konotacji".
#5
Napisano 15 październik 2005 08:26
Witajcie...
Czyli legenda stala sie prawda :
byla tylko jedna potyczka na Sniardwach, a mianowicie wojska francuskie idac na Rosje (oczywiscie przez Prusy) napotkaly silny opor zalogi Fort Lyck am Teufels Werder...
Takie opowiesci slyszalem od starszych mazurow z: Niedziwiedziego Rogu i oczywiscie Glodowa .... Dzieki C.M. ..... Der Joseph aus Barenwinkel.
Czyli legenda stala sie prawda :
byla tylko jedna potyczka na Sniardwach, a mianowicie wojska francuskie idac na Rosje (oczywiscie przez Prusy) napotkaly silny opor zalogi Fort Lyck am Teufels Werder...
Takie opowiesci slyszalem od starszych mazurow z: Niedziwiedziego Rogu i oczywiscie Glodowa .... Dzieki C.M. ..... Der Joseph aus Barenwinkel.
#6
Napisano 15 październik 2005 15:54
Potyczka na Śniardwach? Ooo! Znowu coś nowego! Coś mi tu jednak nie gra. "Fort Lyck" został skasowany jako obiekt militarny już pod koniec XVIII wieku, dokładnie w 1796 roku - a więc 10 lat przed wojną. Za drogo ponoć pruski skarb królewski kosztowało utrzymywanie tej bazy. Ale rozbrojone i niszczejące fortyfikacje jednak tam pozostały aż do lat 30/40 XIX wieku... Oczywiście nie może być mowy o potyczce w 1812 roku (gdy Napoleon szedł na Rosję) - ponieważ Prusy były wówczas po jego stronie!!! Jeżeli był jakiś mało znany epizod to tylko w czasie wojny 1806/1807 roku. Jak dotąd w żadnych źródłach tego nie znalazłem...
W tekście z rozpędu palnąłem Error 409 - powinno być oczywiście XIX wieczne kroniki (sprawa zamachu na Napoleona).
Aha, przy okazji bytności na Mazurach, wojska napoleonskie zniszczyły infrastrukturę pierwotnych kanałow żeglugowych pomiędzy Niegocinem i Tałtami (z lat 1765-72). Dopiero kilkadziesiąt lat później to wszytsko naprawiono (a właściwie zbudowano od nowa).
W tekście z rozpędu palnąłem Error 409 - powinno być oczywiście XIX wieczne kroniki (sprawa zamachu na Napoleona).
Aha, przy okazji bytności na Mazurach, wojska napoleonskie zniszczyły infrastrukturę pierwotnych kanałow żeglugowych pomiędzy Niegocinem i Tałtami (z lat 1765-72). Dopiero kilkadziesiąt lat później to wszytsko naprawiono (a właściwie zbudowano od nowa).
#7
Napisano 15 październik 2005 20:26
Zacytuje tu ta lgende:
"Czarcia Wyspa w czasach plemion Pruskich była dla Galindów miejscem kultu. Podczas budowy twierdzy na wyspie znaleziono wiele urn. Twierdzę wybudowano na rozkaz króla Fryderyka Wielkiego w 1784 roku. Zadaniem twierdzy była ochrona szlaku towarowego na Śniardwach. Koszary zostały nazwane "Fort Lyck", załogę stanowiła piechota i artyleria. Fort nie odegrał większej historycznej roli - oprócz jednej tylko historii, kiedy wojska napoleońskie ciągnące w 1812 r. na Moskwę zostały ostrzelane przez załogę Twierdzy. W 1854 roku koszary zostały rozebrane, a odzyskany materiał posłużył do budowy twierdzy Boyen w Giżycku."
no wartosc pozostawia wiele do zyczenia :) to tylko ze strony reklamujacej agroturystyke.
Ale moze komus pokickaly sie daty i epizod jakis faktycznie mial miejsce - czesto tkwi w takich opowiesciach ziarno prawdy :D.
Ja znam osobiscie potomkow zolnierza francuskiego (udokumentowane), ktory nie chcac isc do Rosji, zdezerterowal (za zaciagniecie sie do armii cesarza ulaskawiono mu 15 lat "galer") w okolicy Pisza i ukrwali go mieszkancy wioski - do tego stopnia byli mu przychylni, ze nawet "oddali" mu ze swego grona zone :D . Jakie zycie czasami jest zaskakujace - i takich historii dowiedziec sie mozna od najmniej o to podejrzewanych :D .
"Czarcia Wyspa w czasach plemion Pruskich była dla Galindów miejscem kultu. Podczas budowy twierdzy na wyspie znaleziono wiele urn. Twierdzę wybudowano na rozkaz króla Fryderyka Wielkiego w 1784 roku. Zadaniem twierdzy była ochrona szlaku towarowego na Śniardwach. Koszary zostały nazwane "Fort Lyck", załogę stanowiła piechota i artyleria. Fort nie odegrał większej historycznej roli - oprócz jednej tylko historii, kiedy wojska napoleońskie ciągnące w 1812 r. na Moskwę zostały ostrzelane przez załogę Twierdzy. W 1854 roku koszary zostały rozebrane, a odzyskany materiał posłużył do budowy twierdzy Boyen w Giżycku."
no wartosc pozostawia wiele do zyczenia :) to tylko ze strony reklamujacej agroturystyke.
Ale moze komus pokickaly sie daty i epizod jakis faktycznie mial miejsce - czesto tkwi w takich opowiesciach ziarno prawdy :D.
Ja znam osobiscie potomkow zolnierza francuskiego (udokumentowane), ktory nie chcac isc do Rosji, zdezerterowal (za zaciagniecie sie do armii cesarza ulaskawiono mu 15 lat "galer") w okolicy Pisza i ukrwali go mieszkancy wioski - do tego stopnia byli mu przychylni, ze nawet "oddali" mu ze swego grona zone :D . Jakie zycie czasami jest zaskakujace - i takich historii dowiedziec sie mozna od najmniej o to podejrzewanych :D .
#8
Napisano 15 październik 2005 20:27
Zacytuje tu ta lgende:
"Czarcia Wyspa w czasach plemion Pruskich była dla Galindów miejscem kultu. Podczas budowy twierdzy na wyspie znaleziono wiele urn. Twierdzę wybudowano na rozkaz króla Fryderyka Wielkiego w 1784 roku. Zadaniem twierdzy była ochrona szlaku towarowego na Śniardwach. Koszary zostały nazwane "Fort Lyck", załogę stanowiła piechota i artyleria. Fort nie odegrał większej historycznej roli - oprócz jednej tylko historii, kiedy wojska napoleońskie ciągnące w 1812 r. na Moskwę zostały ostrzelane przez załogę Twierdzy. W 1854 roku koszary zostały rozebrane, a odzyskany materiał posłużył do budowy twierdzy Boyen w Giżycku."
no wartosc pozostawia wiele do zyczenia :) to tylko ze strony reklamujacej agroturystyke.
Ale moze komus pokickaly sie daty i epizod jakis faktycznie mial miejsce - czesto tkwi w takich opowiesciach ziarno prawdy :D.
Ja znam osobiscie potomkow zolnierza francuskiego (udokumentowane), ktory nie chcac isc do Rosji, zdezerterowal (za zaciagniecie sie do armii cesarza ulaskawiono mu 15 lat "galer") w okolicy Pisza i ukrwali go mieszkancy wioski - do tego stopnia byli mu przychylni, ze nawet "oddali" mu ze swego grona zone :D . Jakie zycie czasami jest zaskakujace - i takich historii dowiedziec sie mozna od najmniej o to podejrzewanych :D .
"Czarcia Wyspa w czasach plemion Pruskich była dla Galindów miejscem kultu. Podczas budowy twierdzy na wyspie znaleziono wiele urn. Twierdzę wybudowano na rozkaz króla Fryderyka Wielkiego w 1784 roku. Zadaniem twierdzy była ochrona szlaku towarowego na Śniardwach. Koszary zostały nazwane "Fort Lyck", załogę stanowiła piechota i artyleria. Fort nie odegrał większej historycznej roli - oprócz jednej tylko historii, kiedy wojska napoleońskie ciągnące w 1812 r. na Moskwę zostały ostrzelane przez załogę Twierdzy. W 1854 roku koszary zostały rozebrane, a odzyskany materiał posłużył do budowy twierdzy Boyen w Giżycku."
no wartosc pozostawia wiele do zyczenia :) to tylko ze strony reklamujacej agroturystyke.
Ale moze komus pokickaly sie daty i epizod jakis faktycznie mial miejsce - czesto tkwi w takich opowiesciach ziarno prawdy :D.
Ja znam osobiscie potomkow zolnierza francuskiego (udokumentowane), ktory nie chcac isc do Rosji, zdezerterowal (za zaciagniecie sie do armii cesarza ulaskawiono mu 15 lat "galer") w okolicy Pisza i ukrwali go mieszkancy wioski - do tego stopnia byli mu przychylni, ze nawet "oddali" mu ze swego grona zone :D . Jakie zycie czasami jest zaskakujace - i takich historii dowiedziec sie mozna od najmniej o to podejrzewanych :D .
#9
Napisano 16 październik 2005 22:32
Aaaaaa z jakiego źródła pochodzi ta zacytowana legenda? Może warto pokopać głębiej, nawiązać łączność przewodową?
Fakt, nic tu nie pasuje. Ani data "ostrzału" ani jego sens i okoliczności. Znane mi źródła niemieckie o tym nic nie wspominają. Ale próbujmy to jakoś posklejać. Datę od biedy można by przesunąć na drugą połowę grudnia 1812 roku - więc resztek napoleńskiej armii "powracającej" z Rosji. Gorzej, że 12 dział "Fortu Lyck" (o ile ich nie zdjęto ze stanowisk w 1805 roku - jak podają źródła niemieckie) mogło ledwie dosięgnąć brzegów w rejonie Niedźwiedziego Rogu i Szerokiego Ostrowia. Przenaczono je bowiem do bezpośredniej obrony wyspy, a nie do zwalczania przeciwnika na tak dużych odległościach. Trudno przypuszczać, aby wojska napoleońskie przechodziły lądem przez Niedźwiedzi Róg (niby dokąd?). Widomo natomiast że przechodziły głównymi traktami wschód-zachód przez Giżycko i Pisz.
Jest jednak ciekawy punkt zaczepienia. Odnotowano skądinąd, że Car Alex podróżował do Pisza po zamarzniętej tafli jez. Roś. Dlaczego tędy? Zapewne w warunkach ostrej zimy 1812/13, wszelkie trakty lądowe były albo zasypane śniegem z przemarzniętymi koleinami, albo rozmokłe i zniszczone. Do tego wszystkiego bankowo zatłoczone francuskimi uciekinierami lub rosyjskimi oddziałami pościgowymi. Można więc przypuszczać, że dobrą i szybszą drogą ucieczki z Pisza mogła być tafla jez. Śniardwy - na linii Karwik - Mikołajki. Szlak taki przebiegałby dokładnie "pod lufami" czarcio-ostrowskiej twierdzy "Lyck"...
Drugi punkt zaczepienia - informacje (lakoniczne niestety) o częstych atakach niewielkich grup partyzantów pruskich, działających zwłaszcza na obszarach leśnych. Możliwe, że Francuzi bali się maszerować przez odludną wówczas Puszczę Piską (Achtung! Masurischen Banditen!?) i dlatego wybrali (?) "lodowy" szlak przez Śniardwy. Możliwe też, że jakaś grupa partyzantów czy pruskich żołnierzy obsadziła "Fort Lyck" i usiłowała zatrzymać pochód napoleońskich rozbitków.
Taką mam koncepcję... (trzeba ubrać kota w zajęcze futerko, a od koncepcji to ja tu jestem! ;) )
Albo jeszcze inaczej. W latach 80 XIX wieku przysłano w ten rejon inspekcję z ppor. Huther'em (z Twierdzy Boyen). Lustracja dawnego "Fortu Lyck" miała na celu sprawdzenie jego przydatności militarnej. Zachował się raport z tej inspekcji - ppor. Huther był bezlitosny - uznał że położenie umocnień wyklucza skuteczną (czyli aktywną) walkę, a nowoczesna artyleria ustawiona przez przeciwnika w rejonie Niedźwiedziego Rogu (i dobrze ukryta w lesie) zmiecie po prostu umocnienia i obrońców z wyspy. "Fort Lyck" byłby więc zwykłą "strzelnicą". Teraz wnioski. Może przy okazji inspekcji przeprowdzono tu jakieś ćwiczebne strzelania, które utrwaliły się w pamięci mieszkańców w postaci "napoleońskiej" legendy? Zapewne kilku mieszkańców (z tych lat) dożyło końca II wojny, a więc mogli przekazać lekko "podkolorowaną" legendę współczesnym Mazurom.
Najlepiej aby odezwał się w tej sprawie Piotr Olszak lub Adam Żywiczyński - prowadzili oni dokładne badania źródłowe i terenowe dotyczące "Fortu Lyck". Przy okazji raz jeszcze podziękowania za pomoc! Gdy kilka lat temu pisałem artykuł o tej twierdzy dla "Infortu", nikt takich informacji nie potwierdził. Są jednak rzeczy w Powecie Piskim, o których się filozofom nie śniło... ;)
Fakt, nic tu nie pasuje. Ani data "ostrzału" ani jego sens i okoliczności. Znane mi źródła niemieckie o tym nic nie wspominają. Ale próbujmy to jakoś posklejać. Datę od biedy można by przesunąć na drugą połowę grudnia 1812 roku - więc resztek napoleńskiej armii "powracającej" z Rosji. Gorzej, że 12 dział "Fortu Lyck" (o ile ich nie zdjęto ze stanowisk w 1805 roku - jak podają źródła niemieckie) mogło ledwie dosięgnąć brzegów w rejonie Niedźwiedziego Rogu i Szerokiego Ostrowia. Przenaczono je bowiem do bezpośredniej obrony wyspy, a nie do zwalczania przeciwnika na tak dużych odległościach. Trudno przypuszczać, aby wojska napoleońskie przechodziły lądem przez Niedźwiedzi Róg (niby dokąd?). Widomo natomiast że przechodziły głównymi traktami wschód-zachód przez Giżycko i Pisz.
Jest jednak ciekawy punkt zaczepienia. Odnotowano skądinąd, że Car Alex podróżował do Pisza po zamarzniętej tafli jez. Roś. Dlaczego tędy? Zapewne w warunkach ostrej zimy 1812/13, wszelkie trakty lądowe były albo zasypane śniegem z przemarzniętymi koleinami, albo rozmokłe i zniszczone. Do tego wszystkiego bankowo zatłoczone francuskimi uciekinierami lub rosyjskimi oddziałami pościgowymi. Można więc przypuszczać, że dobrą i szybszą drogą ucieczki z Pisza mogła być tafla jez. Śniardwy - na linii Karwik - Mikołajki. Szlak taki przebiegałby dokładnie "pod lufami" czarcio-ostrowskiej twierdzy "Lyck"...
Drugi punkt zaczepienia - informacje (lakoniczne niestety) o częstych atakach niewielkich grup partyzantów pruskich, działających zwłaszcza na obszarach leśnych. Możliwe, że Francuzi bali się maszerować przez odludną wówczas Puszczę Piską (Achtung! Masurischen Banditen!?) i dlatego wybrali (?) "lodowy" szlak przez Śniardwy. Możliwe też, że jakaś grupa partyzantów czy pruskich żołnierzy obsadziła "Fort Lyck" i usiłowała zatrzymać pochód napoleońskich rozbitków.
Taką mam koncepcję... (trzeba ubrać kota w zajęcze futerko, a od koncepcji to ja tu jestem! ;) )
Albo jeszcze inaczej. W latach 80 XIX wieku przysłano w ten rejon inspekcję z ppor. Huther'em (z Twierdzy Boyen). Lustracja dawnego "Fortu Lyck" miała na celu sprawdzenie jego przydatności militarnej. Zachował się raport z tej inspekcji - ppor. Huther był bezlitosny - uznał że położenie umocnień wyklucza skuteczną (czyli aktywną) walkę, a nowoczesna artyleria ustawiona przez przeciwnika w rejonie Niedźwiedziego Rogu (i dobrze ukryta w lesie) zmiecie po prostu umocnienia i obrońców z wyspy. "Fort Lyck" byłby więc zwykłą "strzelnicą". Teraz wnioski. Może przy okazji inspekcji przeprowdzono tu jakieś ćwiczebne strzelania, które utrwaliły się w pamięci mieszkańców w postaci "napoleońskiej" legendy? Zapewne kilku mieszkańców (z tych lat) dożyło końca II wojny, a więc mogli przekazać lekko "podkolorowaną" legendę współczesnym Mazurom.
Najlepiej aby odezwał się w tej sprawie Piotr Olszak lub Adam Żywiczyński - prowadzili oni dokładne badania źródłowe i terenowe dotyczące "Fortu Lyck". Przy okazji raz jeszcze podziękowania za pomoc! Gdy kilka lat temu pisałem artykuł o tej twierdzy dla "Infortu", nikt takich informacji nie potwierdził. Są jednak rzeczy w Powecie Piskim, o których się filozofom nie śniło... ;)
#10
Napisano 17 październik 2005 12:32
C.M. te twoje punkty zaczepienia chyba zrodzily jeszcze jedna legende..... Galindowie, armie francuskie, niezwyciezony Wehrmacht,.. sniardwy nie nadarmo nazywaja sie sniardwy ... Der. Joseph. aus. .....
#11
Napisano 17 październik 2005 22:54
Wehrmacht ostatnio na topie! (nawet na topie 56-procentowym ;) )
#12
Napisano 04 kwiecień 2006 23:06
Jeśli ktoś nie ma dostępu - interesujące cytaty z Max'a Toepena ("Historia Mazur") dotyczące wojny 1806/1807 w okolicach Wielkich Jezior Mazurskich (ze szczególnym uwzględnieniem piskich klimatów).
>> Prusacy pod wodzą generała L'Estocqa, którzy zajęli pozycję na prawym skrzydle sił sprzymierzonych, po mężnej walce, 25 grudnia oddali Działdowo w ręce Francuzów, a sami 26 grudnia wycofali się do Nidzicy. Do tej pory armia pruska starała się utrzymywać łączność z wojskami rosyjskimi działającymi po drugiej stronie polskiej granicy, Jednakże nadbiegające stamtąd wieści skłoniły generała L'Estocqa do chwilowego wyrzeczenia się wspólnych operacji i wycofania się na lepsze pod względem strategicznym, bogate w jeziora okolice Węgorzewa i Rynu. Jeszcze wieczorem 27 grudnia udał się on z głównymi siłami do Jedwabna, zaś generał Plotz do Olszyn, na wschód od Szczytna. 29 grudnia główny korpus podążał do Szczytna, gdzie spotykamy także króla Fryderyka Wilhelma III, 30 grudnia zmierzał do Rańska, natomiast generał Plotz ciągnął do Nawiad, leżących na drodze do Ządzborka. Również 30 grudnia szły w kierunku Nidzicy wojska marszałka Neya, posuwając się przez Wielbark do Szymanów. Tu generał von Esebeck - chcąc zatrzymać nieprzyjaciela, aby ułatwić w ten sposób odwrót wojskom, które w nocy pojawiły się pod Szczytnem - pozostawał przez wiele godzin pod silnym ostrzałem artyleryjskim, nie będąc w stanie jednak nań odpowiedzieć. Po otrzymaniu posiłków ze Szczytna wycofał się w największym porządku i 31 grudnia kontynuowano marsz z Rańska do Ządzborka. Oddziały nieprzyjaciela silnie napierały na tylne straże, ale te po zajęciu pozycji za wąwozem w Sorkwitach odparły wroga i dalej już posuwano się w spokoju. Generał Plotz podążał do Mikołajek z zamiarem osłony lewej flanki głównego korpusu. 2 stycznia 1807 roku wojska pruskie dotarły do Rastemborka, a 3 stycznia w okolice Węgorzewa. Tu zajęły swe pozycje siły główne, natomiast oddziały dowodzone przez Plotza rozłożyły się za jeziorem Tałty. Łączność między nimi podtrzymywały wojska generała Kluchznera, stacjonujące pod Lecem. Bliżej Orzysza, na tyłach oddziałów generała Plotza, stanęli żołnierze pułkownika Maltzahna pozostający w kontakcie z rozlokowanymi po jego lewej stronie (pod Piszem) rosyjskimi posterunkami pułkownika Rostkowskiego. W wypadku odwrotu wszystkie wojska miały udać się w kierunku Gołdapi. Korpus w takim rozstawieniu na szerokości 6 mil, nie atakowany przez nieprzyjaciela, utrzymał się do 8 stycznia, Wojska marszałka Neya nie wysunęły się bowiem poza Nidzicę, oddział generała Colberta obsadził Wielbark, marszałek Bessieres maszerował w kierunku Chorzel nad rzeką Orzyc, a korpus marszałka Bernadotte'a doszedł do Mławy i Działdowa, gdzie się zatrzymał. [...]
Ruchy te [wojsk francuskich -dop. CM] zmusiły generała L'Estocqa do opuszczenia pozycji pod Węgorzewem. Poszedł w kierunku Rastemborka i Sępopola, wybierając na miejsce głównej kwatery Dryfort (Srokowo). Kluchzner w tym czasie maszerował do Węgorzewa, Plotz - do Leca, Maltzahn - do Olszewa. Również generał Bennigsen zadecydował o wymarszu całej armii rosyjskiej. 15 stycznia w okolicach Białej Piskiej połączył się on z dywizją generała Buxhowdena, przejmując naczelne dowództwo nad wszystkimi rosyjsko-pruskimi siłami zbrojnymi znajdującymi się w Polsce i Prusach. Natychmiast podjął też próbę wejścia pomiędzy jeziora naprzeciw lewego skrzydła Francuzów. Armię poprzedzały trzy kolumny pod dowództwem generałów Markowa, Barklaya de Tolly i Baggowuta. 16 stycznia kwatera główna przybyła do Orzysza, 17 i 18 wojsko podążało w okolice Rynu. 20 stycznia dotarło pod Świętą Lipkę. [...]
Te środki bezpieczeństwa powzięte przez Napoleona wynikały z pojawienia się w okolicach Pisza i Wielbarka rosyjskiej kawalerii z dywizji generała Siedmoradzkiego, dowodzonej przez generała Lwowa oraz uwolnienia znacznego transportu rosyjskich i pruskich jeńców. Napoleon obawiał się, że na prawe skrzydła jego wojsk może nadciągnąć znad Narwi cały korpus rosyjskiego generała Essena. Generał Siedmoradzki w celu wzmocnienia armii rosyjskiej poprowadził dywizję z Goniądza, obierając drogę przez Mazury w kierunku Węgorzowa i Gierdaw. Książę Wołkoński wraz z posiłkami z korpusu Essena ciągnął za nim przez Orzysz, Lec i Ryn (20-22 luty). [...]
7 listopada 1806 roku wkroczył do Pisza pierwszy carski pułk strzelców pieszych. Od 12 do 14 listopada stacjonowały tu carski pułk kirasjerów gwardii, dwa pułki piechoty, jedna pozycyjna i jedna lekka bateria pod dowództwem hrabiego Tołstoja. Po bitwie pod Pułtuskiem, od 31 grudnia 1806 roku do 7 stycznia 1807 odpoczywały w tych okolicach 24 tysiące żołnierzy rosyjskich. Dostarczanie im żywności stało się bardzo uciążliwe i spowodowało wielką drożyznę. Gdy wreszcie Rosjanie wymaszerowali do Królewca, pozostawili wielu chorych, roznoszących różne choroby, określane przez lekarzy jako nerwowa gorączka. [...]
Gdy wojsko francuskie ciągnęło wzdłuż Łyny, oddział kozaków i huzarów z Pisza dokonał szczęśliwego wypadu na Wielbark. Oswobodzono wtedy z niewoli francuskiej znaczną liczbę pruskich i rosyjskich więźniów, wśród nich zasłużonego pułkownika von Schachtmeyera. Wiadomość o możliwości uwolnienia przekazał nocną porą - na wyższe polecenie - atamanowi komenderującemu oddziałem stacjonującym w Piszu roztropny i energiczny gospodarz. Atamana dręczyły początkowo wątpliwości, czy wysyłać swe siły na oddalonych o 9 mil Francuzów, ale wreszcie przystał na udział w tym przedsięwzięciu po dobitnej obietnicy zapewnienia bezpieczeństwa jego żołnierzom. Dobrze znający teren przewodnik poprowadził wojska do Rozogów i dalej do Zieleńca, gdzie stacjonowali podoficer i sześciu żołnierzy z armii napoleońskiej. Wszystkich ich jednak zgładzono, gdy zastrzelili młodego rosyjskiego oficera, który zaofiarował im pardon. Wychodząc z lasu oddalonego o pół mili od Wielbarka, oddział atamana napotkał dwóch żołnierzy francuskiej forpoczty. Należało ich więc szybko uwięzić albo zabić, aby oddziałom eskortującym jeńców nie doniesiono o zbliżaniu się Rosjan. Jednego z nich pozbawiono życia, drugiego wzięto do niewoli. Teraz skierowano się w stronę Wielbarka dostrzegając jeńców, których wyprowadzono właśnie z miasta na otwarte pole i skierowano na drogę do Chorzel. Przemknięto z prędkością strzały przez miasto. Kilku kozaków niepostrzeżenie popędziło w prawo, inni w lewo i udało im się wyminąć jeńców oraz ich eskortę. Potyczka rozegrała się jednocześnie na całej linii. Uwięzieni Prusacy i Rosjanie wyrywali broń z rąk Francuzów, niektórzy walili tęgo pniami powyłamywanych młodych drzew rosnących przy drodze. Część Francuzów pouciekała, drudzy padli, jeszcze inni dostali się do niewoli. Oswobodziciele i oswobodzeni triumfalnie i ze sporymi łupami powrócili w dobrym zdrowiu do Pisza. To śmiałe i udane przedsięwzięcie wywołało niemałe zamieszanie wśród obozujących w sąsiedztwie Francuzów, którzy zbyt późno dowiedzieli się o całym zdarzeniu. [...]
Gdy w czerwcu armia francuska opuściła swoje pozycje za Pasłęka i wyruszyła w kierunku Królewca, na jej prawym skrzydle maszerowały dwie polskie dywizje, dowodzone przez generałów Józefa Zajączka i Jana Henryka Dąbrowskiego. Obozowali oni długi czas pod Lecem (o Ządzbork zahaczył tylko niewielki francuski oddział szaserów). Jeden z korpusów rozłożył się przy trakcie prowadzącym do Orzysza i Olecka, drugi - na polach folwarku królewskiego, dokładnie tam gdzie wiedzie droga do Rastemborka. Generał Zajączek ulokował się ze swoim sztabem i niewielką częścią wojska w mieście. Dąbrowski stanął główną kwaterą w zamku.
W Węgorzewie, gdzie zimą kosztem 3 tysięcy talarów z kasy miejskiej zamieniono zamek na szpital wojskowy, przemarsze francuskich i polskich wojsk rozpoczęły się w czasie, gdy pertraktowano już układ pokojowy w Tylży. Najpierw wkroczyła polska kawaleria, która splądrowała królewski magazyn soli (składowano tam 2092 beczki soli warte około 20920 talarów), a z kasy zabrała w gotówce 2858 talarów. Wkrótce też trzeba było dostarczyć wkraczającym Francuzom znaczną ilość żywności, koni i wozów - wszystko wartości około 6 tysięcy talarów.
W Gołdapi Polacy pod wodzą Dąbrowskiego pojawili się 25 czerwca i obozowali tam do 23 lipca, co kosztowało miasto wiele tysięcy talarów. Od 21 do 27 lipca odbyło się też kilka przemarszów wojsk francuskich i polskich, dowodzonych przez Mortiera i Lassalle'a. Wreszcie szwadron pruskich dragonów z pułku von Esebecka uwolnił miasto od nieproszonych gości.
W Piszu, już po zabraniu zapasów z magazynów i przeprowadzeniu rekwizycji przez oddział 20. pułku dragonów, do 25 lipca przebywali grenadierzy 88. pułku. Oprócz tego jeszcze wielokrotnie przechodziły przez miasto tam i z powrotem mniejsze oddziały francuskie. "Wymarsz Francuzów wywołał zarazę bydła w całej okolicy, uratowało się tylko niewiele sztuk rogacizny. W Węgorzewie i Darkiejmach, aby mieć mleko, płacono za kozę 12 do 16 tatarów. Mieszkańcy Pisza z powodu tego nieszczęścia szukali schronienia w puszczy, aż wreszcie w październiku wystapił i tutaj pomór bydła. Większość zwierząt padła. Zarazę zdławiła dopiero nadchodząca zima".
W Ełku, po odejściu Rosjan, zjawił się ze swym korpusem marszałek Ney. Wymusił on osobiście, z naładowanym pistoletem w dłoni, znaczne dostawy żywności, koni, odzieży etc. W budynkach wojskowych urządzono lazarety, jak czynili to Rosjanie podczas wojny siedmioletniej.
Odwrót wojska francuskiego po podpisanym pokoju przyniósł nowe gwałty. W Ządzborku przebywało wtedy przez trzy dni 6 tysięcy żołnierzy. "W tych dniach - czytamy w kronice Ządzborka - mieszkańcy cierpieli okrutnie". Gdy już zabrano wszystko, usiłowano jeszcze zmusić mieszkańców Ządzborka do dostawy znacznych ilości zboża i żywności. W żaden sposób nie mogli sprostać temu żądaniu i zamiast tego generał dowodzący dywizją zadowolił się 900 talarami. [...] Szkody Ządzborka z powodu rekwizycji armii francuskiej i pomoru bydła wyniosły 42192 talary. [...]
Sytuacja stopniowo ulegała jednak poprawie. Rosja wyrównała straty związane z samowolnymi rekwizycjami lub legalnymi dostawami dla jej wojska. Szczytno otrzymało z tego tytułu 9128, a Pisz - 3971 talarów. Przy kompensacie długów wojennych zamożniejsi obywatele Pasymia okazywali wielkoduszność, zrzekając się swych roszczeń na korzyść biedniejszych. W Szczytnie zwrócono tylko 4130 talarów z wyłożonej kontrybucji. Na podatki wojenne i opłaty na żywność dla wojsk francuskich przebywających w pruskich twierdzach Pisz zobowiązany był wnieść 4495 talarów, Szczytno - 4230, Pasym - 1103 talary 55 groszy, Ządzbork - 4563 (3293 talary kontrybucji i 1270 na prowiant), Węgorzewo - 7517 talarów. Wprowadzone w owym czasie podatki od srebra i luksusu nie przyniosły nic w Szczytnie (i przypuszczalnie też w Pasymiu), podobnie zresztą jak w Piszu i jego okolicy. <<
>> Prusacy pod wodzą generała L'Estocqa, którzy zajęli pozycję na prawym skrzydle sił sprzymierzonych, po mężnej walce, 25 grudnia oddali Działdowo w ręce Francuzów, a sami 26 grudnia wycofali się do Nidzicy. Do tej pory armia pruska starała się utrzymywać łączność z wojskami rosyjskimi działającymi po drugiej stronie polskiej granicy, Jednakże nadbiegające stamtąd wieści skłoniły generała L'Estocqa do chwilowego wyrzeczenia się wspólnych operacji i wycofania się na lepsze pod względem strategicznym, bogate w jeziora okolice Węgorzewa i Rynu. Jeszcze wieczorem 27 grudnia udał się on z głównymi siłami do Jedwabna, zaś generał Plotz do Olszyn, na wschód od Szczytna. 29 grudnia główny korpus podążał do Szczytna, gdzie spotykamy także króla Fryderyka Wilhelma III, 30 grudnia zmierzał do Rańska, natomiast generał Plotz ciągnął do Nawiad, leżących na drodze do Ządzborka. Również 30 grudnia szły w kierunku Nidzicy wojska marszałka Neya, posuwając się przez Wielbark do Szymanów. Tu generał von Esebeck - chcąc zatrzymać nieprzyjaciela, aby ułatwić w ten sposób odwrót wojskom, które w nocy pojawiły się pod Szczytnem - pozostawał przez wiele godzin pod silnym ostrzałem artyleryjskim, nie będąc w stanie jednak nań odpowiedzieć. Po otrzymaniu posiłków ze Szczytna wycofał się w największym porządku i 31 grudnia kontynuowano marsz z Rańska do Ządzborka. Oddziały nieprzyjaciela silnie napierały na tylne straże, ale te po zajęciu pozycji za wąwozem w Sorkwitach odparły wroga i dalej już posuwano się w spokoju. Generał Plotz podążał do Mikołajek z zamiarem osłony lewej flanki głównego korpusu. 2 stycznia 1807 roku wojska pruskie dotarły do Rastemborka, a 3 stycznia w okolice Węgorzewa. Tu zajęły swe pozycje siły główne, natomiast oddziały dowodzone przez Plotza rozłożyły się za jeziorem Tałty. Łączność między nimi podtrzymywały wojska generała Kluchznera, stacjonujące pod Lecem. Bliżej Orzysza, na tyłach oddziałów generała Plotza, stanęli żołnierze pułkownika Maltzahna pozostający w kontakcie z rozlokowanymi po jego lewej stronie (pod Piszem) rosyjskimi posterunkami pułkownika Rostkowskiego. W wypadku odwrotu wszystkie wojska miały udać się w kierunku Gołdapi. Korpus w takim rozstawieniu na szerokości 6 mil, nie atakowany przez nieprzyjaciela, utrzymał się do 8 stycznia, Wojska marszałka Neya nie wysunęły się bowiem poza Nidzicę, oddział generała Colberta obsadził Wielbark, marszałek Bessieres maszerował w kierunku Chorzel nad rzeką Orzyc, a korpus marszałka Bernadotte'a doszedł do Mławy i Działdowa, gdzie się zatrzymał. [...]
Ruchy te [wojsk francuskich -dop. CM] zmusiły generała L'Estocqa do opuszczenia pozycji pod Węgorzewem. Poszedł w kierunku Rastemborka i Sępopola, wybierając na miejsce głównej kwatery Dryfort (Srokowo). Kluchzner w tym czasie maszerował do Węgorzewa, Plotz - do Leca, Maltzahn - do Olszewa. Również generał Bennigsen zadecydował o wymarszu całej armii rosyjskiej. 15 stycznia w okolicach Białej Piskiej połączył się on z dywizją generała Buxhowdena, przejmując naczelne dowództwo nad wszystkimi rosyjsko-pruskimi siłami zbrojnymi znajdującymi się w Polsce i Prusach. Natychmiast podjął też próbę wejścia pomiędzy jeziora naprzeciw lewego skrzydła Francuzów. Armię poprzedzały trzy kolumny pod dowództwem generałów Markowa, Barklaya de Tolly i Baggowuta. 16 stycznia kwatera główna przybyła do Orzysza, 17 i 18 wojsko podążało w okolice Rynu. 20 stycznia dotarło pod Świętą Lipkę. [...]
Te środki bezpieczeństwa powzięte przez Napoleona wynikały z pojawienia się w okolicach Pisza i Wielbarka rosyjskiej kawalerii z dywizji generała Siedmoradzkiego, dowodzonej przez generała Lwowa oraz uwolnienia znacznego transportu rosyjskich i pruskich jeńców. Napoleon obawiał się, że na prawe skrzydła jego wojsk może nadciągnąć znad Narwi cały korpus rosyjskiego generała Essena. Generał Siedmoradzki w celu wzmocnienia armii rosyjskiej poprowadził dywizję z Goniądza, obierając drogę przez Mazury w kierunku Węgorzowa i Gierdaw. Książę Wołkoński wraz z posiłkami z korpusu Essena ciągnął za nim przez Orzysz, Lec i Ryn (20-22 luty). [...]
7 listopada 1806 roku wkroczył do Pisza pierwszy carski pułk strzelców pieszych. Od 12 do 14 listopada stacjonowały tu carski pułk kirasjerów gwardii, dwa pułki piechoty, jedna pozycyjna i jedna lekka bateria pod dowództwem hrabiego Tołstoja. Po bitwie pod Pułtuskiem, od 31 grudnia 1806 roku do 7 stycznia 1807 odpoczywały w tych okolicach 24 tysiące żołnierzy rosyjskich. Dostarczanie im żywności stało się bardzo uciążliwe i spowodowało wielką drożyznę. Gdy wreszcie Rosjanie wymaszerowali do Królewca, pozostawili wielu chorych, roznoszących różne choroby, określane przez lekarzy jako nerwowa gorączka. [...]
Gdy wojsko francuskie ciągnęło wzdłuż Łyny, oddział kozaków i huzarów z Pisza dokonał szczęśliwego wypadu na Wielbark. Oswobodzono wtedy z niewoli francuskiej znaczną liczbę pruskich i rosyjskich więźniów, wśród nich zasłużonego pułkownika von Schachtmeyera. Wiadomość o możliwości uwolnienia przekazał nocną porą - na wyższe polecenie - atamanowi komenderującemu oddziałem stacjonującym w Piszu roztropny i energiczny gospodarz. Atamana dręczyły początkowo wątpliwości, czy wysyłać swe siły na oddalonych o 9 mil Francuzów, ale wreszcie przystał na udział w tym przedsięwzięciu po dobitnej obietnicy zapewnienia bezpieczeństwa jego żołnierzom. Dobrze znający teren przewodnik poprowadził wojska do Rozogów i dalej do Zieleńca, gdzie stacjonowali podoficer i sześciu żołnierzy z armii napoleońskiej. Wszystkich ich jednak zgładzono, gdy zastrzelili młodego rosyjskiego oficera, który zaofiarował im pardon. Wychodząc z lasu oddalonego o pół mili od Wielbarka, oddział atamana napotkał dwóch żołnierzy francuskiej forpoczty. Należało ich więc szybko uwięzić albo zabić, aby oddziałom eskortującym jeńców nie doniesiono o zbliżaniu się Rosjan. Jednego z nich pozbawiono życia, drugiego wzięto do niewoli. Teraz skierowano się w stronę Wielbarka dostrzegając jeńców, których wyprowadzono właśnie z miasta na otwarte pole i skierowano na drogę do Chorzel. Przemknięto z prędkością strzały przez miasto. Kilku kozaków niepostrzeżenie popędziło w prawo, inni w lewo i udało im się wyminąć jeńców oraz ich eskortę. Potyczka rozegrała się jednocześnie na całej linii. Uwięzieni Prusacy i Rosjanie wyrywali broń z rąk Francuzów, niektórzy walili tęgo pniami powyłamywanych młodych drzew rosnących przy drodze. Część Francuzów pouciekała, drudzy padli, jeszcze inni dostali się do niewoli. Oswobodziciele i oswobodzeni triumfalnie i ze sporymi łupami powrócili w dobrym zdrowiu do Pisza. To śmiałe i udane przedsięwzięcie wywołało niemałe zamieszanie wśród obozujących w sąsiedztwie Francuzów, którzy zbyt późno dowiedzieli się o całym zdarzeniu. [...]
Gdy w czerwcu armia francuska opuściła swoje pozycje za Pasłęka i wyruszyła w kierunku Królewca, na jej prawym skrzydle maszerowały dwie polskie dywizje, dowodzone przez generałów Józefa Zajączka i Jana Henryka Dąbrowskiego. Obozowali oni długi czas pod Lecem (o Ządzbork zahaczył tylko niewielki francuski oddział szaserów). Jeden z korpusów rozłożył się przy trakcie prowadzącym do Orzysza i Olecka, drugi - na polach folwarku królewskiego, dokładnie tam gdzie wiedzie droga do Rastemborka. Generał Zajączek ulokował się ze swoim sztabem i niewielką częścią wojska w mieście. Dąbrowski stanął główną kwaterą w zamku.
W Węgorzewie, gdzie zimą kosztem 3 tysięcy talarów z kasy miejskiej zamieniono zamek na szpital wojskowy, przemarsze francuskich i polskich wojsk rozpoczęły się w czasie, gdy pertraktowano już układ pokojowy w Tylży. Najpierw wkroczyła polska kawaleria, która splądrowała królewski magazyn soli (składowano tam 2092 beczki soli warte około 20920 talarów), a z kasy zabrała w gotówce 2858 talarów. Wkrótce też trzeba było dostarczyć wkraczającym Francuzom znaczną ilość żywności, koni i wozów - wszystko wartości około 6 tysięcy talarów.
W Gołdapi Polacy pod wodzą Dąbrowskiego pojawili się 25 czerwca i obozowali tam do 23 lipca, co kosztowało miasto wiele tysięcy talarów. Od 21 do 27 lipca odbyło się też kilka przemarszów wojsk francuskich i polskich, dowodzonych przez Mortiera i Lassalle'a. Wreszcie szwadron pruskich dragonów z pułku von Esebecka uwolnił miasto od nieproszonych gości.
W Piszu, już po zabraniu zapasów z magazynów i przeprowadzeniu rekwizycji przez oddział 20. pułku dragonów, do 25 lipca przebywali grenadierzy 88. pułku. Oprócz tego jeszcze wielokrotnie przechodziły przez miasto tam i z powrotem mniejsze oddziały francuskie. "Wymarsz Francuzów wywołał zarazę bydła w całej okolicy, uratowało się tylko niewiele sztuk rogacizny. W Węgorzewie i Darkiejmach, aby mieć mleko, płacono za kozę 12 do 16 tatarów. Mieszkańcy Pisza z powodu tego nieszczęścia szukali schronienia w puszczy, aż wreszcie w październiku wystapił i tutaj pomór bydła. Większość zwierząt padła. Zarazę zdławiła dopiero nadchodząca zima".
W Ełku, po odejściu Rosjan, zjawił się ze swym korpusem marszałek Ney. Wymusił on osobiście, z naładowanym pistoletem w dłoni, znaczne dostawy żywności, koni, odzieży etc. W budynkach wojskowych urządzono lazarety, jak czynili to Rosjanie podczas wojny siedmioletniej.
Odwrót wojska francuskiego po podpisanym pokoju przyniósł nowe gwałty. W Ządzborku przebywało wtedy przez trzy dni 6 tysięcy żołnierzy. "W tych dniach - czytamy w kronice Ządzborka - mieszkańcy cierpieli okrutnie". Gdy już zabrano wszystko, usiłowano jeszcze zmusić mieszkańców Ządzborka do dostawy znacznych ilości zboża i żywności. W żaden sposób nie mogli sprostać temu żądaniu i zamiast tego generał dowodzący dywizją zadowolił się 900 talarami. [...] Szkody Ządzborka z powodu rekwizycji armii francuskiej i pomoru bydła wyniosły 42192 talary. [...]
Sytuacja stopniowo ulegała jednak poprawie. Rosja wyrównała straty związane z samowolnymi rekwizycjami lub legalnymi dostawami dla jej wojska. Szczytno otrzymało z tego tytułu 9128, a Pisz - 3971 talarów. Przy kompensacie długów wojennych zamożniejsi obywatele Pasymia okazywali wielkoduszność, zrzekając się swych roszczeń na korzyść biedniejszych. W Szczytnie zwrócono tylko 4130 talarów z wyłożonej kontrybucji. Na podatki wojenne i opłaty na żywność dla wojsk francuskich przebywających w pruskich twierdzach Pisz zobowiązany był wnieść 4495 talarów, Szczytno - 4230, Pasym - 1103 talary 55 groszy, Ządzbork - 4563 (3293 talary kontrybucji i 1270 na prowiant), Węgorzewo - 7517 talarów. Wprowadzone w owym czasie podatki od srebra i luksusu nie przyniosły nic w Szczytnie (i przypuszczalnie też w Pasymiu), podobnie zresztą jak w Piszu i jego okolicy. <<
#13
Napisano 30 sierpień 2006 09:44
A tu cos z zupelnie innej beczki.Pozdrawiam wszystkich w imieniu Pruskiej Brygady 1806-7!
http://www.poniatowski.org.pl/
http://www.poniatowski.org.pl/
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych














